Zaburzenia odżywiania i uzależnienie od jedzenia — tu sam dietetyk nie wystarczy
Jest jeden obszar, w którym „wystarczy dobry dietetyk” jest nie tylko nieskuteczne, ale sprzeczne z wytycznymi. Przy zaburzeniach odżywiania — w tym przy kompulsywnym objadaniu się, bulimii i anoreksji — brytyjskie wytyczne NICE mówią wprost, żeby poradnictwo dietetyczne oferować wyłącznie jako element podejścia wielospecjalistycznego. Nie jako leczenie. Jako jedną z ról w zespole.
Powód jest mechaniczny, nie ideologiczny. Restrykcja jest paliwem tych zaburzeń, a klasyczna praca dietetyczna z natury dokłada zasad. Wytyczne NICE zalecają wręcz, żeby osobie z napadami objadania odradzić chudnięcie w trakcie leczenia, „ponieważ prawdopodobnie wywoła to napady objadania”. Kolejny jadłospis trafia więc dokładnie w to miejsce, które trzeba rozluźnić — i dlatego pytanie jak przestać się objadać prawie nigdy nie ma odpowiedzi „jedz mniej”.
Widać to też w liczbach. W badaniu z losowym przydziałem u osób po hospitalizacji z powodu anoreksji roczna terapia poznawczo-behawioralna dała nawrót u 22% osób, a samo poradnictwo żywieniowe — u 53%. Niepowodzenie leczenia (nawrót albo porzucenie) to odpowiednio 22% i 73%.
Podobnie jest przy uzależnieniu od jedzenia i przy jedzeniu emocjonalnym: jeśli jedzenie reguluje napięcie, to odebranie go bez dania czegoś w zamian nie ma prawa się utrzymać. To jest praca psychologiczna, którą tylko wspiera się od strony żywienia — a nie odwrotnie.
Dlatego przy zaburzeniach odżywiania pracuję w zespole: psychoterapeuta prowadzi leczenie, lekarz czuwa nad zdrowiem fizycznym, a ja odpowiadam za psychologię jedzenia — emocje, nawyki i relację z jedzeniem — oraz za samo odżywianie. Jeśli takiego zespołu jeszcze nie masz, pomogę Ci do niego dotrzeć.